Milczenie Grzegorza Kołodki jest, zdaniem większości analityków, nieodpowiedzialne. Tworzy pole do spekulacji na temat przyszłości rynków finansowych, gospodarki kraju, wydatków z budżetu, ale też zapędza ludzi do kantorów po drożejącą walutę obcą.
Czy Grzegorz Kołodko spowoduje ożywienie gospodarcze w Polsce, nie czekając na poprawę sytuacji w USA i Unii Europejskiej? Czy też będzie zapamiętany jako ten, który uwikłał się w konflikt z RPP i doprowadził do znacznego wzrostu wydatków państwa i podniesienia poziomu inflacji (nawet do 10 proc.) po tym, jak sięgnęła ona rekordowo niskiego poziomu 2 proc.? Rynek walutowy na wieść o kandydaturze prof. Kołodki na stanowisko ministra finansów zareagował gwałtownym spadkiem wartości złotego w stosunku do dolara i euro. Trend ten utrzymuje się, ponieważ nadal panuje niepewność co do szczegółów polityki gospodarczej, jaką będzie prowadził wicepremier Kołodko. Od kilku dni inwestorzy zagraniczni wycofują się z naszego rynku, przez co złoty traci na wartości. Wtorkowe notowania polskiej waluty sięgnęły najniższego poziomu od połowy listopada 2000 r. Cena dolara wyniosła 4,24 zł, a euro 4,20 zł. Co dalej?
Droższe kredyty?
- W związku ze spadkiem wartości złotego zostały podniesione międzybankowe stopy procentowe. Będzie to oznaczać wzrost cen kredytów – ostrzega Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku. – Mogą wzrosnąć też ceny towarów importowanych, np. ropy, co w konsekwencji doprowadzi do podwyżki cen benzyny.
Zaniepokojenie inwestorów wywołały wypowiedzi Kołodki jeszcze sprzed nominacji na ministra. Dewaluacja złotego o 15 proc., usztywnienie nowego kursu w ramach systemu zarządzania walutą, związanie go na stałe z euro, obniżenie stóp procentowych do 5-8 proc., podatek importowy – tak brzmiały propozycje, które minister zgłosił na wiosnę na łamach jednej z ogólnopolskich gazet.
Dr Richard Mbewe, główny ekonomista Warszawskiej Grupy Inwestycyjna SA, nakreślił dla Czytelników ,DZ” scenariusz możliwych wydarzeń w finansach i gospodarce.
Marzenia i realia
Kołodko chce osłabienia złotego do 4,35 zł za euro i 4,70 zł za dolara. Można to osiągnąć mechanizmami rynkowymi albo poprzez dokonanie dewaluacji złotego o 15 proc., czego zwolennikiem jest Grzegorz Kołodko – ale na to musi mieć zgodę NBP. Postulat ten wygląda mgliście, ponieważ zarówno przedstawiciele Ministerstwa Finansów, jak i NBP dementowali pogłoski na temat takich planów. Z kolei obniżenie stóp procentowych do 5-8 proc. jest realne, jeśli tylko prof. Grzegorz Kołodko przekona RPP, że potrafi uporządkować stan finansów państwa, nie doprowadzając do znacznego wzrostu deficytu budżetowego oraz długu publicznego.
Wprowadzenie podatku importowego dałoby budżetowi państwa dodatkowe przychody, zadowoliłoby PSL, co oznacza, że jest realne. Kołodce nie uda się natomiast obniżenie podatków i uproszczenie systemu podatkowego. W obecnej sytuacji finansów państwa potrzebny mu będzie każdy grosz. Rząd ma wiele tzw. wydatków sztywnych – wynoszą 70 proc. budżetu. Wreszcie – RPP raczej nie zgodzi się na radykalną obniżkę stóp procentowych bez dyscypliny fiskalnej, której prof. Kołodko nie zapewni. Konflikt między tymi instytucjami może się więc zaognić.
Kieszeń Kowalskiego
- Obecna sytuacja gospodarcza jest bardzo napięta i konieczne jest jej uporządkowanie. Nie wydaje się, aby powierzenie stanowiska ministra finansów prof. Grzegorzowi Kołodce zapewniło tak potrzebny spokój i stabilizację – uważa dr Mbewe.
Obniżenie wartości złotego w stosunku do euro oznacza znaczny wzrost kosztów obsługi kredytów oraz wzrost kosztów produkcji – szczególnie dla importerów surowców. Powiązanie kursu złotego z kursem euro może natomiast zmniejszyć nagły wzrost kosztów. Aby udało się osiągnąć wzrost gospodarczy w postępie: 3-5-7 proc. PKB w kolejnych latach od 2003 r., konieczne jest zwiększenie popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego krajowego oraz zagranicznego. Jeśli Kołodce uda się przekonać RPP do obniżenia stóp procentowych, a banki obniżą oprocentowanie kredytów, nie odczujemy, mając kredyty denominowane w euro, takiego skoku walutowego. Natomiast ta sytuacja może spowodować spadek importu. Ludzie zaczną kupować towary krajowe, co zwiększy krajowy popyt i przyczyni się do wzrostu PKB. Osłabienie złotego spowoduje wzrost opłacalności eksportu.
Spadek stóp procentowych do 5-8 proc. spowoduje też, że kredyty staną się atrakcyjne dla przedsiębiorców, którzy zaczną inwestować w nowe projekty. Przy wzroście konsumpcji krajowej mogłoby też dojść do spadku bezrobocia. Realizując propozycje prof. Kołodki, Polska może jednak mieć problemy ze spełnieniem podstawowych kryteriów z Maastricht, jakimi są: niska inflacja i poziom długu publicznego bez przekroczenia 60 proc. PKB.
Autor artykułu: BEATA SYPUŁA