Archive for December, 2000

Słoneczni i radośni

Friday, December 29th, 2000

Na doroczny, grudniowy koncert, podsumowujący dwunastomiesięczną pracę Słonecznych, dawniejsi członkowie katowickiego zespołu zjechali nawet z Warszawy i Białegostoku. Skrzyknęli się, jak na prawdziwie rodzinne spotkanie. Przez wszystkie pokolenia, od babć i dziadków po wnuki.

Druh harcmistrz Edward Sośnierz ma prawo do satysfakcji – wysiewane przez niego ziarno systematycznej pracy z dziećmi i młodzieżą przynosi piękne owoce. W środowy wieczór najmocniej czuło się to wtedy, gdy ze Słonecznymi śpiewała ich najnowsze piosenki dosłownie cała widownia. Był to koncert samych nowości, widownia więc śpiewała, śledząc tekst w karteczkach i śpiewniczkach, niezwykle starannie, ba – pięknie wydanych przez Agencję Reklamową ,Komplet”.

Takich przyjaciół Słoneczni mają więcej: Urząd Miasta Katowice i prezydenta Piotra Uszoka, ,Estradę Śląską” i Górnośląskie Centrum Kultury, Bank Śląski, Alpinusa i Pałac Młodzieży im. A. Kamińskiego. Ich wsparcie zespołu to najlepsza z inwestycji, bo w młodzież i dzieci. Ośmio-, dziewięcioletni chłopcy w śpiewaniu zapamiętale rywalizujący z rodzicami i rówieśnikami – to piękny i budujący widok.
Słoneczni od pewnego czasu koncertują pod hasłem ,Piosenki są jak mosty”. Zespół poprzez piosenki właśnie przerzuca nasze mosty do wspólnej Europy, Europy bez granic. Słoneczni postanowili po prostu przedstawić nam repertuar, cieszący się w krajach naszych sąsiadów ogromną popularnością. Na pierwszy ogień ,poszły” piosenki mieszkającego w Hamburgu Rolfa Zuckowskiego, którego płyty z dziecięcym repertuarem od lat szybko stają się platynowymi krążkami. Na dorocznym koncercie grudniowym uczyli w środę aż dwóch piosenek: spolszczonego przez Zbigniewa Skorupińskiego: ,Świąteczny czas” i ,Kończy się rok”.

Największym walorem nowych piosenek Słonecznych jest ich muzyczna bezpretensjonalność. Dzieci nie małpują w nich muzyki profesjonalnej estrady. W repertuarze Rolfa Zuckowskiego pozostają sobą, z ich radością muzykowania, witalnością występu. To pozwala im koncertować bez tremy, a przynajmniej z takim wrażeniem u widzów. Z tego rodzi się jakieś wspólne ,być”. Być z innymi, z innymi Słonecznymi i ich słuchaczami. Młodziutcy artyści – artyści, bo choć rodzynek, jest wśród nich i Grzegorz, jedyny chłopak w zespole – mogą być zadowoleni. W towarzystwie aktorów-przyjaciół, Dariusza Niebudka i Krzysztofa Wierzchowskiego, Joanna, Ania, Dorota, Ewelina, Ania, Magda, Daria, Dominika, Kasia, Justyna, Kasia, Ela, Wiktoria oraz Grzegorz dali naprawdę piękny koncert.

Promował on najnowszą, dziesiątą w dorobku Słonecznych, kasetę ,Grudniowe marzenia”. Będzie także płyta kompaktowa. Niebawem, bowiem już do Katowic dotarł z wytwórni pierwszy krążek. Zlicytowano go, by uzyskaną kwotą wesprzeć potrzebujące dzieci. Kompakt, kaseta i śpiewniczek osiągnęły w licytacji jedenastokrotne przebicie ceny wywoławczej. Słonecznych trzeba i należy wspierać. Piękne, że sami potrafią dostrzec potrzeby innych.

Gratuluję dzieciom samym i ich instruktorom: Danucie Majchrzak, Eugenii Męce, Bogusławie Niebudek, Krystynie Sulawińskiej, Wojciechowi Celderowi pwd. i Wiesławowi Dońcowi hm. Z Edwardem Sośnierzem piękną czynicie robotę, wartościową spełniacie misję.

Kończy się rok

Muzyka i słowa: Rolf Zuckowski
Słowa polskie: Roman Teodorowicz

W ten dzień, dzień szczególny dla ciebie i mnie,
kiedy czujesz, że musisz z kimś być,
nadchodzą wspomnienia – czy chcesz tego, czy nie,
i tak trudno wzruszenia swe skryć.
Dogasną wnet świece
wszak kończy się rok,
zabierzmy ich blask
w przyszłe dni.
Ten rok, znów zbyt krótki dla wielu z nas,
czy spełnił marzenia i sny?
Przebiegasz myślami miniony ten czas
i pytasz: był dobry czy zły?
Dogasną wnet świece
wszak kończy się rok,
zabierzmy ich blask
w przyszłe dni.
A gdy spojrzysz w płomienie palących się świec
i poczujesz, że w sercu coś drga,
to uwierzysz, że tak, że to dobry jest znak,
że następny rok szczęście nam da.
Dogasną wnet świece
wszak kończy się rok,
zabierzmy ich blask
w przyszłe dni.

Autor artykułu: MAREK SKOCZA

<font color="blue"><b>W NASTROJU SYLWESTROWYM</b></font> Przetańczcie całą noc…

Friday, December 29th, 2000

Tę jedną, jedyną i absolutnie niepowtarzalną! Przecież następny taki sylwester zdarzy się dopiero za 1000 lat!

- Czy to ma jakieś znaczenie? – pytają malkontenci. – Przecież nawet w obrębie naszego świata pierwszy dzień roku przypada na różne dnie…

To prawda. Np. w Chinach świętuje się go na przełomie stycznia i lutego. I to jak świętuje! Takich świetlnych girland, fajerwerków, zabaw i radości nie widziałam nigdzie na świecie. Szaleństwo trwa zwykle cały tydzień, dla większości ludzi wolny od pracy.

Chiński Nowy Rok niesie podwójną radość, bo jest zarazem świętem wiosny, budzącej się do życia przyrody. Ale mnie wystarczy nawet radość pojedyncza, należę bowiem do tych ludzi, którzy kochają (i obchodzą!) wszystkie możliwe święta. A od czasu kiedy uznałam, że przy całym moim szacunku dla tradycji nie może ona przeważać nad zdrowym rozsądkiem, także cieszę się podwójnie i Was do tego namawiam.

Dopasowujcie nakazy tradycji do swoich możliwości, a nie odwrotnie. Ja nadal nie tykam w dniu Wigilii mięsa, ale nie stawiam na wigilijnym stole 12 potraw. I to nie tylko dlatego, że żołądki już nie te. Po prostu nie mam chęci i czasu na takie kuchenne szaleństwo. Prawdę mówiąc czasu nie miałam nigdy, ale przez wiele lat zarywałam przedświąteczne noce, a potem nie miałam siły cieszyć się, że moje frykasy smakują rodzinie i przyjaciołom. Cieszę się, że najmłodsze pokolenie żon i matek ocknęło się wcześniej niż ja i też nie szaleje kulinarnie.

Nie namawiam Was natomiast do odrzucania tego wszystkiego, co wiąże się z magią świąt – od śpiewania kolęd poczynając, na obdzielaniu rodziny łuskami świątecznego lub noworocznego karpia kończąc.

Osobiście karpia nie jadam, ale łuski noszę w portfelu przez cały rok. I wierzcie mi – od kiedy to robię, portfel nigdy nie bywa pusty. Bardzo też dbam o to, by w Wigilię Bożego Narodzenia, w sylwestra i Nowy Rok nie złościć się, nie płakać i nie narzekać, bo taki, tzn. kłótliwy, płaczliwy i zrzędzący będzie cały następny rok. Miałam kiedyś bardzo smutną sylwestrową noc. Zainaugurowała najgorszy rok mojego życia. Dlatego nawet w stanie wojennym, mimo że nie było nam do śmiechu, urządziliśmy huczną prywatkę. Bo nawet jeśli utraciło się pracę (a utraciliśmy ją), a rzeczywistość nie daje powodów do radości, w pierwszy dzień nowego roku trzeba trzymać fason, bawić się, śmiać, wierzyć w pomyślność własną i powszechną. A najlepiej tę noc przetańczyć w miłym sercu towarzystwie.

I nie jest ważne, czy będziemy pląsać na wielkim balu na Wawelu, czy na zabawie w remizie strażackiej, na katowickim Rynku czy na ulicach Rzymu (tam ponoć będzie najgwarniej i najpiękniej), bylebyśmy jej nie zmarnowali w kapciach przed telewizorem. A jeśli już nie potraficie oderwać się od tego najważniejszego wynalazku XX wieku, spędźcie ten telewizyjny wieczór uroczyście – w wieczorowej sukni i szpilkach, w krawacie i garniturze.

W sprawach balowego wyglądu tym razem odwołałam się do eksperta najwyższej rangi – Ewy Dunikowskiej, niezwykle utalentowanej krakowskiej plastyczki (dyplom ASP w klasie malarstwa i tkaniny unikatowej), twórczyni wspaniałych kreacji sygnowanych znakiem Dagnez, które obejrzeliśmy niedawno w bytomskiej Plejadzie. Pani Ewa tworzy niezwykłe suknie-obrazy, suknie-rzeźby, o niepowtarzalnej fakturze, wyrafinowanym kroju i kolorze. Jej seria, którą nazwałam "pióra? (suknie "zbudowane? są z szyfonowych pasm), godna jest największych bali świata.

- Jedną z tych unikatowych kreacji włożę sama na bal w niepołomickim pałacyku – mówi. – Ma najmodniejszy obecnie kolor czerwonego wina, który będzie chyba królował na wszystkich światowych parkietach, poza tym polecam złoto, granat, brązy, a namawiam do rezygnacji z mało radosnej czerni.

- A co z zielenią, którą w końcu wybrałam dla siebie? – pytam.<br>
? To wiodący kolor przyszłego sezonu. Ten wybór oznacza, że przebojem wchodzi pani w nowy rok!<br>
? I tak trzeba ? mówię ? bo inaczej nie spełnią się najpiękniejsze życzenia, jakie w tym roku otrzymałam i które kieruję do wszystkich Czytelników naszej rubryki<br>

Wzrostu, rozwoju, szczęścia, spokoju<br>
Zdrowia, dostatku, niskich podatków!<br>
I szampańskich humorów oczywiście w całym roku 2001 i następnych…

Autor artykułu: NINA GRELLA

Nowy sąd z nowym rokiem

Friday, December 29th, 2000

Katowicka Temida wkracza w nowy rok ze zmianami strukturalnymi, które usprawnić mają jej pracę i zwiększyć bezpieczeństwo w obrocie gospodarczym. 1 stycznia formalnie rozpoczyna działalność nowy Sąd Okręgowy w Gliwicach. Tego dnia wchodzi również w życie ustawa o Krajowym Rejestrze Sądowym.

Gliwicki Sąd Okręgowy powstał po podziale największego dotąd w kraju Sądu Okręgowego w Katowicach, gdzie zaległości niezałatwionych spraw ciągle rosły.

- Pozwoli to dodchodzić do sprawiedliwości szybciej – stwierdził prezes Sądu Apelacyjnego w Katowicach Mariusz Żak na zwołanej w czwartek konferencji prasowej.

Nowy sąd w Gliwicach obejmie swoim zasięgiem obszar działania sądów rejonowych w Gliwicach, Jastrzębiu, Raciborzu, Rudzie Śl., Rybniku, Tarnowskich Górach, Wodzisławiu, Zabrzu. Wpłynie do niego rocznie ok. 25 tys. spraw – jedna trzecia dotychczas rozpoznawanych przez Sąd Okręgowy w Katowicach. Funkcję prezesa pełnić będzie sędzia sądu apelacyjnego Piotr Wójtowicz. Z Katowic przeszło do pracy w Gliwicach 20 sędziów okręgowych, docelowo etatów sędziowskich ma być 60.

Rewolucyjne zmiany wprowadza Krajowy Rejestr Sądowy, prowadzący w systemie informatycznym spis podmiotów gospodarczych. W trzech osobnych rejestrach będą dane o przedsiębiorstwach, o stowarzyszeniach, fundacjach, zakładach opieki społecznej oraz o niewypłacalnych dłużnikach, co jest nowum w naszym życiu gospodarczym. KRS ma ograniczyć szarą strefę.

Dane w nim będą jawne, dostępne o każdym podmiocie zarejestrowanym we wszystkich dwudziestu wydziałach KRS. Trzy takie wydziały powstały w woj. śląskim: w Katowicach, Gliwicach, Bielsku. System ruszy 2 stycznia 2001 roku.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Wolnego nie za wiele

Wednesday, December 27th, 2000

Gdy w Polsce przypada kilka z rzędu wolnych dni, zaraz podnoszą się głosy, że dezorganizuje to życie przedsiębiorcom i zwykłym ludziom, urzędy są nieczynne, nie można pójść do banku, przychodni lekarskiej, itp. Tylko handel najczęściej nie sprawia nam zawodu, ale powodów do narzekania jest zwykle dosyć. A ile wolnych dni w okresie świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku mają inne nacje?

W Polsce w grudniu i styczniu nie przypada oficjalnie bardzo dużo dni wolnych od pracy. Są to jedynie dwa dni świąt Bożego Narodzenia oraz Nowy Rok. Świętowanie rozpoczyna się już 6 grudnia w Finlandii i Hiszpanii – ten jeden dzień jest tam oznaczony na czerwono w kalendarzu.
Natomiast 8 grudnia wolne mają Austriacy, Hiszpanie, Portugalczycy, Włosi oraz obywatele księstwa Lichtenstein.
W Polsce wigilia jest normalnym dniem roboczym, z tym, że praktycznie wszyscy pracodawcy skracają dzień pracy do niezbędnego minimum. Z oczywistych względów nie dotyczy to służb ratowniczych, komunikacji czy zakładów pracy o ruchu ciągłym. W tym roku wyjątkowo i w Polsce wigilia była wolna bo przypadła w niedzielę. Jest to natomiast ustawowe święto w Czechach, na Słowacji i w Finlandii. Pecha mają Francuzi, Portugalczycy i obywatele USA – drugi dzień świąt Bożego Narodzenia u nich niestety nie jest wolny. Natomiast w Rosji te święta przypadają później – według kalendarza juliańskiego stosowanego w Cerkwi Prawosławnej – w styczniu.

A po szaleństwach sylwestrowej nocy wolny we wszystkich krajach europejskich Nowy Rok jest wybawieniem. Ale tylko dla Polaków to koniec wszelkich świąt – dzień Trzech Króli, 6 stycznia wolny jest m.in. w Austrii, Szwecji, Finlandii, Grecji, we Włoszech. Natomiast Anglicy i Irlandczycy świętują jeszcze 3 stycznia…

Pod względem liczby wolnych dni wcale więc nie jesteśmy rekordzistami – oficjalnie. Natomiast czas między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem bywa trudny, gdy trzeba coś koniecznie załatwić. Wiele instytucji odpracowuje te dni w innym terminie. Chyba to nie jest dobra pora na kupno mieszkania lub otwarcie własnej małej firmy…

Autor artykułu: JOANNA TOMCZYŃSKA

Szpital ma inwestora

Wednesday, December 27th, 2000

Około 1,7 miliona złotych wyłożył ZUS na zakup niedokończonego budynku szpitala zakaźnego przy ul. Dąbrowskiego w Częstochowie. Do nowej siedziby chce przeprowadzić się za 2-3 lata. (more…)

Spokojne święta

Wednesday, December 27th, 2000

Wyjątkowo spokojnie przebiegły święta Bożego Narodzenia. Zdarzył się tylko jeden poważny wypadek drogowy. Pielęgniarki szpitala w Blachowni kontynuowały protest.

Nie było groźnych zachorowań. Pogotowie ratunkowe wzywano głównie do przypadków niestrawności i kolek, których oczywiście było więcej niż zwykle. Mniej osób niż w dniach przedświątecznych przywieziono do izby wytrzeźwień. W noc wigilijną trafiło tutaj 17 mężczyzn i 1 kobieta, w Boże Narodzenie – 8. mężczyzn i 3 kobiety.

Chuligani i włamywacze nie dali wytchnienia służbom porządkowym. W wigilijną noc nieznani sprawcy włamali się do szkoły przy ul. Jesiennej i skradli klucze do sal lekcyjnych. W poniedziałek nad ranem inni sprawcy włamali się do szkoły przy ul. Kukuczki i usiłowali podpalić salę gimnastyczną. W porę nadjechała straż pożarna, spłonął tylko kawałek parkietu. W noc bożonarodzeniową dokonano też kilku włamań do mieszkań.

W wyniku śmiertelnego potrącenia przez samochód zginęło dwóch młodych mężczyzn na DK-1 w Zawadzie. W poniedziałkową noc przed godziną 2 próbowali przebiec trasę szybkiego ruchu. Kierowca samochodu zauważył ich zbyt późno. W święta doszło także do kilkunastu kolizji. Choć niektóre wyglądały bardzo groźnie, uczestnicy zdarzeń nie odnieśli poważnych obrażeń. Przez cały okres świąteczny trwał protest pielęgniarek w szpitalu w Blachowni. Siostry odchodziły od łóżek chorych na 4 godziny, zostawiając jednak po jednej dyżurnej na każdym oddziale. Każdego dnia około 40 sióstr przebywało w świetlicy szpitalnej, uczestnicząc w akcji strajkowej. Domagały się podwyżek płac, większych niż 203 zł zaoferowane przez rząd.

Większość częstochowian spędzała święta w rodzinnym gronie.

Autor artykułu: (wp)

W rodzinnym gronie z przyjaciółmi: Kolędowanie u Engelów

Thursday, December 21st, 2000

Święta to szczególny okres w życiu ludzi związanych zawodowo ze sportem. Zabiegani w ciągu roku, przebywając wiele dni poza domem, rzadko widują się z najbliższymi. Wigilia i Boże Narodzenie to jeden z nielicznych okresów kiedy zawodnicy i trenerzy mogą nacieszyć się rodziną, a rodzina nimi. (more…)

Od pięciu pokoleń firma Trocha robi artystyczne zdjęcia: Mysłowickie portrety

Thursday, December 21st, 2000

Foto Trocha to jedna z najstarszych firm w Mysłowicach. Zakład istnieje już 64 lata i cały czas prowadzi go ta sama osoba. Jadwiga Trocha 20 lipca 1936 roku otwierała zakład z mężem, dzisiaj prowadzi go wspólnie z synem. (more…)

Przy ich stole nie jest już tak gwarno jak kiedyś: Święta u Kilarów

Thursday, December 21st, 2000

Wojciech Kilar urodził się we Lwowie. Żona katowickiego kompozytora, Barbara Kilarowa jest warszawianką, z lwowsko (po ojcu) – krakowskiego (po matce) domu, a przy tym “wyrodkiem” – jak mówi o sobie – bo trójka jej rodzeństwa urodziła się we Lwowie. Poznali się w Katowicach, tu żyją do dziś i ani im w głowie to zmieniać.

Są małżeństwem od ponad trzydziestu lat. Poznali się dziesięć lat wcześniej, gdy pani Barbara kończyła katowickie Liceum Muzyczne, a pan Wojciech akademię.
Zaczęło się od spojrzenia podczas mijania się na schodach. Wojciech Kilar nie zapamiętał wtedy twarzy Basi Pomianowskiej, ale pierwsze wrażenie było tak silne, że szukał jej potem przez przyjaciół. I znalazł. Dziś na ankietowe pytania o ideał kobiety odpowiada: pani Margaret Thatcher, komentując: – nie można przecież pisać: “moja żona”, bo to się wie.

Mieszkali najpierw w kawalerce na Koszutce, teraz mają dom między ogrodem a ruchliwą katowicką ulicą Kościuszki.
Gościnny to dom, ale święta Bożego Narodzenia państwo Kilarowie spędzą u siostry pani Barbary. – Tak jest lepiej – mówi pan Wojciech – zwłaszcza gdy przy stole pozostaje coraz więcej pustych miejsc. Najradośniejsze święta to były te w dzieciństwie, do śmierci taty, którego w 1942 roku zabili Niemcy. Jakie to były skromne święta, jedynie z barszczem, rybą, pierogami i gołąbkami, ale jakże radosne.

Dziś obydwoje dystansują się od kulinarnych szaleństw świątecznych – są na diecie. Z pogodną nostalgią wspominają, jak to niegdyś bywało:

Jedli barszcz lub (czasem) zupę grzybową, pierogi (ruskie, z grzybami i kapustą, z makiem i orzechami, ze słodkim serem, z pomarańczami), karpia smażonego, w szarym sosie lub w galarecie, a do tego sos chrzanowy i kompot z suszonych owoców. Na wigilijnym stole były też słodycze: przekładańce, makowce.

W rodzinnych domach pani Barbary i pana Wojciecha bywała w Wigilię kutia; kiedy brakowało pszenicy – z pęczakiem. Ze śląskiej kuchni do ich wspólnego domu trafiły makówki. Czasem pani Barbara robi mężowi – oczywiście nie na samą Wigilię, która tradycyjnie zawsze pozostaje postną – rolady. – Bez klusek i czerwonej kapusty, i to raczej własną fantazję “na ich temat” – śmieje się kompozytor.

Oboje nie kryją, że kiedyś Boże Narodzenie bardziej lubili. Zawsze ogromnie cieszył ich błysk radości w oczach najbliższych, gdy dzwoneczek oznajmiał, iż przybył z prezentami aniołek. Wspominają uśmiechy obdarowanych i własną satysfakcję, że można komuś przynieść radość. To cieszy. Ale przy stole Kilarów przybywa pustych miejsc. Już nie jest przy nim tak gwarno jak kiedyś, gdy do Wigilii zasiadano dopiero około godziny dwudziestej, oczekując przyjazdu, m.in. z Krakowa, całej rodziny.

Na Pasterki nie chodzą. Więcej na nich takich, którzy tylko są, a nie uczestniczą we mszy świętej. Te najradośniej zapamiętane przez panią Barbarę święta z dzieciństwa w domu dziadków też były bez Pasterek. Po prostu była za mała, by w nich uczestniczyć. Ale bracia chodzili. Z rodziną Bogumiła Kobieli, z którą Barbara Kilarowa jest spokrewniona.

Pani Barbara nie chce zdradzić, co Aniołek przyniesie od niej w tym roku mężowi. Nie powie, czego sama oczekuje, co przygotowała dla siostry i innych krewnych. Przecież najpiękniejszy przy rozpakowywaniu prezentów jest ten w oczach ognik zaskoczenia i radości. Zżyma się na wszystkie kręcące się jeszcze po świecie mikołajki. – Skąd one się wzięły? – pyta. – Przecież Mikołaj przychodził zawsze tylko raz, 6 grudnia. W Boże Narodzenie już nie miał nic do roboty. Wtedy przychodził aniołek. A do Pana?

Zawsze Dzieciątko. Mikołajki (jak Walentynki?) może przychodzą do tych, którzy zapomnieli o owym błysku radości w oczach obdarowanych nawet najskromniejszym prezentem, ale danym od serca, z najczulszą myślą o otrzymującym.

Opuszczając gościnny dom Barbary i Wojciecha Kilarów życzę gospodarzom, by tej Wigilii aniołek przyniósł Im zdrowie, radość i wszelkie dobro, jakim potrafią obdarowywać siebie i innych.

Autor artykułu: MAREK SKOCZA

Uczniowie i Reymont

Wednesday, December 20th, 2000

Eliminacje finałowe konkursu teatralnego “Nie tylko Chłopi”, poświęconego twórczości Władysława Reymonta, odbędą się jutro w Bielskiej Szkole Przemysłowej.

Konkurs rozpoczął się w październiku. Przeznaczony był dla uczniów przemysłówki. Uczestnicy mogli wykorzystać różne formy teatralnego przekazu, m.in. inscenizację, recytację z podkładem muzycznym, pantomimę, słuchowisko radiowe i inne.

Czas prezentacji nie może przekroczyć 10 minut. Jutrzejsze eliminacje rozpoczną się o 8.30.

Autor artykułu: (jak)